444 000 произведений, 109 000 авторов.

Электронная библиотека книг » Olga Rudnicka » Lilith » Текст книги (страница 12)
Lilith
  • Текст добавлен: 4 августа 2017, 22:00

Текст книги "Lilith"


Автор книги: Olga Rudnicka



сообщить о нарушении

Текущая страница: 12 (всего у книги 27 страниц) [доступный отрывок для чтения: 12 страниц]

3.

Edyta zatrzymała się przed parterowym domkiem na końcu ulicy. Był szary i niepozorny, a gdyby nie kolorowe kwiaty rosnące w ogrodzie i zwisające ze skrzynek na parapetach, wyglądałby na odrobinę zaniedbany. Podeszła do furtki i zadzwoniła raz, po chwili drugi. Zaczęła się już niecierpliwić, gdy w

117

końcu drzwi się otworzyły i pojawiła się w nich drobna kulejąca kobieta. Miała około sześćdziesięciu lat, poruszała się z widocznym trudem.

–Dobry wieczór! – zawołała Edyta. – Dzwoniłam do pani dzisiaj rano.

–Proszę, niech pani wejdzie, furtka jest otwarta – powiedziała tamta łagodnym melodyjnym głosem, który Edyta słyszała w słuchawce. Taki głos pasowałby znakomicie do kogoś znacznie młodszego. Stanowił zaskakujący kontrast z pomarszczoną twarzą tej kobiety.

–Przepraszam, że panią nachodzę, ale to ważne – powiedziała do przyglądającej jej się siostry Bartkowiaka.

–Spodziewałam się pani wcześniej – powiedziała Małgorzata Milner, zapraszając ją ruchem dłoni do domu. – Skąd pani jest?

–Wsiadłam w samochód zaraz po naszej rozmowie. – Edyta pierwsza weszła do środka i zatrzymała się w niewielkim przedpokoju, gdzie stał wieszak na ubrania i skrzynia na buty. Nic więcej tu się nie mieściło. – Przyjechałam z Lipniowa.

–Z Lipniowa… – powtórzyła tamta łamiącym się głosem. – Proszę, niech pani wejdzie do pokoju – wykrztusiła, gdy trochę się opanowała.

Edyta usiadła na sofie i popatrzyła ze współczuciem na panią domu. Ojciec Elki mówił, że sprzedał mieszkanie i przewiózł rzeczy do siostry. Nie miała jednak pojęcia, że to słaba, schorowana kobieta. Z niewiadomego powodu spodziewała się zastać kogoś młodszego.

–Więc pani wie, co spotkało naszą Elżbietkę… – odezwała się drżącym głosem Małgorzata Milner. W oczach błysnęły jej łzy, które otarła chusteczką, ale niewiele to pomogło.

–Tak, wiem. Właśnie w tej sprawie chciałam rozmawiać z panem Janem, ale nie mogłam się z nim skontaktować. Zadzwoniłam więc do pani i dowiedziałam się, że brat nie żyje. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Tak mi przykro. – Edyta umilkła, nie wiedząc, jak przejść do zasadniczego tematu. Interesowały ją nie tylko same okoliczności śmierci Bartkowiaka; po drodze wpadła jej do głowy myśl, że ciotka dziewczyny mogłaby wystąpić z wnioskiem o zbadanie DNA znalezionego ciała.

–Janek zginął w wypadku, gdy wracał z Lipniowa na pogrzeb – powiedziała tamta po dłuższym milczeniu.

–Jak to się stało? – zapytała łagodnie Edyta.

–Nie wiadomo. Uderzył w drzewo. Policja mówi, że prawdopodobnie zasłabł za kierownicą. Był po zawale.

118

–A jak pani uważa? – Edyta odnotowała, że pani Milner nieświadomie zaakcentowała słowa „policja mówi”, jak gdyby ona sama się z taką tezą nie zgadzała.

–Myślę, że on nie chciał żyć…

Młoda kobieta pokiwała głową ze zrozumieniem. Samobójstwo. Sama o tym myślała. Niepokoiła ją tylko zaskakująca analogia między tymi wypadkami. Takie zbiegi okoliczności się nie zdarzały.

–Pogrzeb Elżbietki i Janka odbył się tydzień temu – poinformowała ją siostra Bartkowiaka.

–Tydzień temu? – Edyta była zaskoczona.

–Tak, zakład pogrzebowy przywiózł tu Elżbietkę. Wszyscy są pochowani w jednym grobie. Cała rodzina razem. Ale nie tak powinno być, nie tak… – Zamilkła, spoglądając pustym wzrokiem w przestrzeń.

Edyta dopiero teraz zorientowała się, że jej rozmówczyni jest pod wpływem leków uspokajających. Zapewne stąd te chwilowe wahania nastroju i dlatego tak często popadała w zamyślenie.

–Pani Małgorzato – dotknęła delikatnie jej dłoni, by zwrócić na siebie uwagę – może mi pani dokładnie powtórzyć, co powiedziała policja o wypadku brata?

–Samochód zjechał z drogi i uderzył w drzewo. Pewnie Janek zasłabł.

–Nic więcej? Nie robiono żadnych badań? – dociekała Edyta.

–Badań? – Pani Milner zmarszczyła czoło w głębokim namyśle. – Chyba sprawdzali, czy nie był pijany, ale nie jestem pewna.

–Pani Małgorzato, czy mogłabym zobaczyć rzeczy pani brata?

–Rzeczy mojego brata? – powtórzyła tamta zdziwiona. – Po co?

–Podejrzewam, że to nie był zwyczajny wypadek. Myślę, że ktoś mógł go zaaranżować…

–Ale dlaczego? – Była wyraźnie wstrząśnięta.

–Pan Bartkowiak rozpoznał Elkę tylko po medaliku… – Edyta się zawahała. Nie mogła powiedzieć tej kobiecie, że jej bratanica żyje, gdyż sama w to nie wierzyła, a rozbudzanie takiej nadziei byłoby okrucieństwem. Nie mogła też powiedzieć, że ciało Elki może leżeć gdzie indziej, a w rodzinnym grobie pochowano zwłoki innej dziewczyny. – Chodzi o badania DNA – wykrztusiła w końcu. – Żeby mieć pewność.

–Myśli pani, że mój brat się pomylił? – zapytała z niedowierzaniem Małgorzata. – Że nie rozpoznał własnego dziecka?

119

–Znaleziona dziewczyna była… trudna do rozpoznania – dokończyła w końcu oględnie.

–Kim pani właściwie jest i czego pani chce? Dziennikarką? – Na twarzy jej rozmówczyni pojawiła się podejrzliwość.

–Nie, nie – zaprzeczyła pospiesznie Edyta. – Pomagałam pani bratu szukać Elki. Jestem pewna, że gdyby nie zginął, wystąpiłby o te badania – skłamała. – Może pani zechciałaby się nad tym zastanowić…

–Ależ co pani mówi? – odparła zbulwersowana kobieta. – Przecież Elż-bietka jest pochowana z matką i ojcem. Policja była pewna, że to ona, Janek też. Dzwonił do mnie tego dnia, kiedy miał wracać, i powiedział, że wszystko już załatwione. Zakład pogrzebowy miał odebrać ciało i przewieźć tutaj. Nic nie wspominał o żadnych badaniach. Po co urządzałby pogrzeb, gdyby miał wątpliwości? Wracał do domu na pogrzeb dziecka… – Urwała, nie mogąc złapać tchu.

–Podać coś pani? Może wody? – Edyta wystraszyła się, ale pani Milner pokręciła przecząco głową.

–Nic mi nie jest. Zdenerwowałam się. To wszystko. Lepiej niech pani już idzie. – Z trudem wstała z fotela.

–Pani Małgorzato, czy brat jeszcze coś mówił, kiedy dzwonił tamtego dnia? – zapytała Edyta, rozpaczliwie próbując uzyskać choć cień informacji.

–Nic więcej. Płakał tylko – powiedziała sucho kobieta. – Proszę już iść…

–Czy mówił coś, co mogłoby wskazywać, że ma zamiar się zabić? – dociekała uparcie.

–Kim pani jest? Czego pani ode mnie chce?! Zaraz zadzwonię po policję! – Małgorzata Milner ze zdenerwowania zaczęła krzyczeć.

–Przepraszam, nie zamierzałam pani wystraszyć. Proszę mi tylko powiedzieć… – Edyta urwała, widząc, że tamta odwraca się od niej i sięga po telefon. – Już wychodzę – rzuciła szybko i zamknęła za sobą drzwi.

4.

Nawrocki przeglądał materiały przesłane e-mailem przez Darka Słowikowskiego. Prosił o dane z ostatnich pięciu lat. Rozważając różne warianty, musiał przyjąć, że istnieje znaczne prawdopodobieństwo, iż Elka nie żyje, a to by znaczyło, że w okolicy Lipniowa jakiś zwyrodnialec zamordował dwie nastolatki. Gdyby chodziło o jedną ofiarę, można by się zastanawiać, czy to nie

120

fatalny zbieg okoliczności, ale dwie? Nie. Nawrocki podejrzewał, że morderca działa od dłuższego czasu. Początkującemu sprawcy nie udałoby się zachować wystarczająco dużo zimnej krwi, by wskazać policji miejsce ukrycia ciała poprzedniej ofiary tylko po to, aby skierować śledczych na fałszywy trop. Michał poprosił o wykaz zaginionych młodych kobiet w wieku od piętnastu do osiemnastu lat, o wyglądzie podobnym do znalezionej dziewczyny. Nie spodziewał się takiego zalewu danych. Sam jeden nie miał szans się z tym uporać. Policja w ciągu roku przyjmuje około dwudziestu tysięcy zgłoszeń. Znaczna część zaginionych szybko się odnajduje, młodzież ucieka albo robi sobie kilkudniowe wycieczki, z których wraca bez kasy. Darek sporo się napracował, odsiewając niepasujące wyglądem nastolatki, ale i tak na ekranie było kilkaset nazwisk.

121

Rozdział IX

1.

Edyta włożyła nową płytę do odtwarzacza. Była zmęczona i zła na siebie, że wyruszyła tak późno w drogę powrotną. Powinna się zatrzymać w przydrożnym motelu i jechać do domu rano. Ale jakoś dała sobie radę i najpóźniej za godzinę znajdzie się w swoim łóżku. Im bliżej była domu, tym bardziej znużenie dawało jej się we znaki. Monotonna droga działała usypiająco. Z obu stron szosy ciągnął się czarny las, długie światła samochodu rozjaśniały noc. Edyta z niepokojem zerknęła na pomarańczowy księżyc. Nie lubiła pełni. Wprawiała ją w dziwny nastrój, jakby miało się wydarzyć coś złego.

Na moment oślepiły ją reflektory jadącego z tyłu samochodu, zanim kierowca zmienił je na krótkie. Zamrugała nerwowo powiekami i nagle poczuła silne uderzenie. Samochód zatrząsł się i zjechał na pobocze. Walcząc z ogarniającą ją paniką, wcisnęła hamulec i starała się wrócić na szosę. Zatrzymała się kilkanaście metrów dalej. Pasy tak silnie wcisnęły jej się w ciało, że nie mogła złapać tchu. Rozpięła je i drżącą ręką otworzyła drzwi. Gwałtownie łapiąc powietrze, wysiadła i spojrzała za siebie. Znowu oślepiły ją światła samochodu, który zauważyła wcześniej. Przystanął tuż za nią. Wyskoczyło z niego kilkoro pasażerów. Nie zwracając na nich uwagi, Edyta zaczęła biec ku pełznącemu po asfalcie kształtowi.

–O mój Boże… – szepnęła przerażona, klękając przy leżącej na środku szosy nagiej dziewczynie. Była w zaawansowanej ciąży. Jej ciałem wstrząsały drgawki, z kącika ust spływała krew. W błękitnych oczach malowała się pustka.

–Wezwijcie pogotowie! – krzyknęła do przyglądających się młodych ludzi. – Trzymaj się, mała. – Wzięła ją za rękę, nie mając pojęcia, co mogłaby zrobić, by pomóc rannej. Oczy dziewczyny spoglądały nieruchomo w górę, ale usta nagle się poruszyły. Edyta pochyliła się, usiłując usłyszeć, co tamta mówi.

–Musiałam… Przepraszam… Musiałam…

122

–Już dobrze. – Pogłaskała ją po czole. – Zaraz będzie lekarz. Wytrzymaj… – mówiła chaotycznie.

–Dajcie koc! – krzyknęła do stojącej obok młodej kobiety. Ta odwróciła się bez słowa i pobiegła do samochodu.

–Pogotowie zaraz będzie – oznajmił męski głos, ale Edyta nie odwróciła głowy, usiłując przytrzymać szarpiącą się dziewczynę.

–Nie ruszaj się – błagała. – Nic ci nie będzie, ale leż spokojnie. – Przytrzymała ją delikatnie, ale mocno za ramiona.

–Nie, nie, nie… – Tamta umilkła. Głowa opadła jej bezwładnie na bok.

–Mam koc! – Do Edyty dotarł czyjś piskliwy głos.

–Nie trzeba – powiedziała, dziwiąc się, jak spokojnie zabrzmiały te słowa. – Albo może właśnie trzeba.

Michał z piskiem opon zatrzymał samochód. Część drogi była zablokowana. Dwóch policjantów przesłuchiwało kilkoro młodych ludzi, którzy opowiadając, gestykulowali gwałtownie. Rozejrzał się w poszukiwaniu Edyty. Przyjechał tu tylko ze względu na nią. Był już po służbie i miał wracać do domu, gdy usłyszał zawiadomienie o wypadku.

–Gdzie jest Edyta Mielnik? – Złapał za ramię jednego z funkcjonariuszy kręcących się w pobliżu.

Spojrzał we wskazanym przez niego kierunku. Stała na poboczu, obejmując się ramionami, długie włosy zasłaniały jej twarz. Patrzyła na leżące na szosie ciało.

–Edyta! – zawołał, podbiegając do niej.

–Michał? – Odwróciła się zdziwiona.

Objął ją mocno i przygarnął do siebie. Edyta zarzuciła mu ręce na szyję i wtuliła się w niego.

–Nic ci się nie stało? – szepnął, odsuwając ją po dłuższej chwili.

–Nic mi nie jest, ale ona… – Głos jej się załamał.

–Nie patrz tam. – Przytrzymał ją stanowczo, zdecydowanym ruchem ujmując za podbródek i zmuszając, by spojrzała na niego. Zalała go fala ulgi. Nie zauważył u Edyty żadnych śladów obrażeń, nawet zadrapania.

–Ona nie żyje – szepnęła.

–Wiem – powiedział. – Wiem. – Przytulił ją znowu.

Oparła mu głowę na ramieniu, rękoma oplotła go w pasie. Trwali tak dłuższą chwilę. Głośne chrząknięcie spowodowało, że niechętnie odsunęli się od siebie.

123

–Wiem, że to dla pani szok, ale musimy porozmawiać – odezwał się komisarz Chmiel, rzucając zimne spojrzenie Michałowi.

Był zaskoczony, gdy zobaczył Nawrockiego na miejscu wypadku i to z Edytą. Nie wiedział, że tych dwoje coś łączy. Zaniepokoiło go to, choć sam nie wiedział czemu.

–Co tu robisz? – zapytał podejrzliwie Michał. – Wypadki to nie twoja działka.

–Byłem w pobliżu – odrzekł wymijająco Krzysztof. – Koledzy nie mają nic przeciwko mojej pomocy. A ty? – dodał zaczepnie.

–Zobaczymy… – mruknął Nawrocki.

–Może pani powiedzieć, co dokładnie się stało? – Głos Chmiela brzmiał łagodnie, na twarzy malowało się współczucie, ale Edyta zauważyła w jego oczach chłodną niechęć. Była wdzięczna Michałowi za to wsparcie.

–Już spisano moje zeznanie – oświadczyła cicho.

–Wiem o tym – uśmiechnął się ujmująco – ale może pani przypomni sobie coś, co za pierwszym razem przeoczyła? To normalna procedura, prawda, Michał? Powtarzanie kilka razy tego samego pomaga przypomnieć sobie szczegóły.

–Opowiedz wszystko jeszcze raz – poprosił Nawrocki. Sam chciał usłyszeć, co się wydarzyło. Pędził tu jak wariat.

–Wracałam do domu…

–Skąd? – zapytał komisarz Chmiel.

–To nieistotne – wtrącił się Michał, widząc jej wahanie. Nie chciała odpowiadać na to pytanie.

–Owszem, jeśli wracała z imprezy – zaoponował tamten.

–Pana koledzy już sprawdzali, czy piłam – odparła. – Wynik był negatywny.

–Jechałaś do domu i co dalej? – zapytał Michał, nie chcąc dopuścić do głosu Krzysztofa.

–Nie wiem, co się stało. Droga była pusta, z tyłu jechali oni. – Wskazała na grupkę młodzieży. – Na moment oślepiło mnie światło i poczułam uderzenie. Zatrzymałam się, a ona leżała na szosie… – Spojrzała w kierunku zabieranego właśnie przez sanitariuszy ciała.

–Nie patrz tam. – Michał zasłonił sobą nosze.

–To wszystko? – Chmiel przeszywał ją badawczym spojrzeniem.

–Nie mogłam jej pomóc. Nie widziałam jej – powiedziała z żalem Edyta.

–Nie wie pani, skąd się wzięła na drodze?

124

–Nie widziałam jej, ale na pewno nie szła poboczem. Zauważyłabym ją. Musiała wybiec z lasu. – Popatrzyła na otaczający ich mroczny mur drzew.

–Czy zginęła na miejscu?

–Tak. To znaczy nie… Jeszcze chwilę żyła, ale… – Po policzkach Edyty zaczęły płynąć łzy. – Przecież to niemal dziecko – zaszlochała. – Co ona tu robiła? Była zupełnie naga…

–Słuchaj, pani Mielnik złożyła już zeznanie i nie jest pod wpływem alkoholu. Później możesz się tym zająć.

–A ty co? Adwokat? – zadrwił tamten. – To jak było? Umarła od razu? – zwrócił się do niej ponownie.

–Nie wiem. Wtedy wydawało mi się, że to tak długo trwa – Edyta wytarła łzy i starała się mówić spokojnie – ale wszystko nie trwało dłużej niż kilka minut.

–Proszę odpowiedzieć na pytanie – nalegał Krzysztof.

–Masz zamiar oskarżyć ją o nieudzielenie pomocy?! – zirytował się Nawrocki.

–Skąd ten pomysł? – zdziwił się szczerze Chmiel. – Tylko pytam. Może powiedziała, jak się nazywa i skąd się tu wzięła? Nie uważasz, że to dziwne? Naga kobieta na środku jezdni?

–Bardzo dziwne – przyznał Michał. – Ale jeszcze dziwaczniejsze są twoje pytania. Umierająca kobieta miałaby wyrecytować swoje dane osobowe i adres, a może jeszcze PESEL?

–Przestańcie – wtrąciła słabym głosem Edyta. – Kiedy do niej podeszłam, miała drgawki, z ust leciała jej krew. Poruszała wargami, jakby chciała coś powiedzieć, ale nic nie słyszałam. – Zwróciła się do Chmiela: – Ona umierała. To trwało chwilę, nic nie mogłam zrobić – powtórzyła.

–Może pani kogoś widziała?

–Na przykład kogo? – Nie zrozumiała, o co mu właściwie chodzi.

–Proszę się zastanowić… Nagle z lasu wybiega na szosę naga dziewczyna w zaawansowanej ciąży. Skąd się tam wzięła? Tu nie ma żadnych domów. Tylko las.

–Myśli pan, że przed kimś uciekała? – Edyta zmarszczyła czoło, ale nie mogła się skoncentrować. Myśli wirowały jej w głowie. Przed oczami miała leżące na jezdni ciało.

–Może – odrzekł wymijająco. – Widziała pani kogoś? Albo coś?

125

–Nie. Było tak, jak mówiłam, pojawiła się znikąd. Nie widziałam jej, nie mogłam nic zrobić. Wybiegła prosto pod samochód – powtarzała zmęczona wciąż to samo.

–Daj już spokój, Krzysztof. Edyta nic więcej nie widziała. Zapytaj tamtych. – Wskazał na świadków. – Może oni zauważyli coś jeszcze.

–Zapytam. – Chmiel spojrzał na niego złym wzrokiem.

–Chodź, odwiozę cię. – Nie oglądając się na niego, Nawrocki ujął delikatnie Edytę pod łokieć i poprowadził w stronę swojego samochodu. Posłusznie ruszyła przed siebie.

Oparła głowę o zagłówek i zamknęła oczy. Nie odzywała się. Oddychała płytko. Michał również milczał. Z uwagą spoglądał na drogę. Od czasu do czasu zerkał z boku na Edytę, ale jej twarz była nieruchoma.

–Jesteśmy na miejscu – powiedział, delikatnie dotykając jej dłoni.

Otworzyła oczy i rozejrzała się nieprzytomnie. Była tak zmęczona, że nie miała siły nic powiedzieć ani nic zrobić. Wiedziała, że powinna teraz odpiąć pas, otworzyć drzwi i wysiąść, ale jej umysł nie reagował na sygnały.

Nawrocki obszedł samochód, otworzył drzwi i pomógł jej wysiąść.

–Gdzie masz klucze? – zapytał łagodnie.

Bez słowa podała mu torebkę. Michał znalazł klucze, otworzył drzwi i wprowadził Edytę do środka. Oparła się o ścianę i patrzyła na niego. Nie zdziwiła się, gdy podszedł i wziął ją na ręce. Położyła mu głowę na ramieniu i zamknęła oczy. Czuła lekkie kołysanie, gdy niósł ją po schodach, ale jej świadomość odpływała już w błogosławiony sen.

2.

–Co z nią? – Lidka wdrapała się na piętro tak szybko, jak tylko pozwalał na to jej stan.

–Dziękuję, że przyjechałaś. – Nawrocki z ulgą spojrzał na jej spoconą, zaczerwienioną od wysiłku i pośpiechu twarz. – Jeszcze śpi.

–To dobrze. – Lidka z westchnieniem opadła na fotel. – Możesz dać mi trochę wody? – poprosiła.

–Jasne. – Przyniósł jej pełną szklankę. – Dobrze się czujesz? – zapytał z niepokojem. Nie pomyślał wcześniej, że nie powinien denerwować Lidki, ale nie znał nikogo innego, z kim przyjaźniła się Edyta.

126

–Tak, oczywiście. – Niecierpliwie machnęła ręką. – Co się właściwie stało?

–Edyta potrąciła młodą kobietę, która wbiegła jej prosto pod koła. Nie miała szans się zatrzymać. – W ostatniej chwili udało mu się nie powiedzieć, że ofiara spodziewała się dziecka. – Zginęła na miejscu. – Ubiegł kolejne pytanie Lidki.

–Jezu! – Popatrzyła na niego zszokowana i oszołomiona. – Czy Edyta będzie miała kłopoty? – zapytała, gdy ochłonęła.

–Nie sądzę – odrzekł z namysłem. – Była trzeźwa. Są świadkowie wypadku. Nie mogła nic zrobić.

–Jak ona się czuje? – dopytywała się zatroskana Lidka.

–Właściwie to nie wiem – powiedział z zażenowaniem. – Przywiozłem ją do domu. Była wykończona. Śpi cały czas. To już z dziesięć godzin. – Zerknął na zegar, który wskazywał trzecią po południu.

–To chyba dobrze – zauważyła niepewnie. – Tak myślę…

–Muszę wyjść. Dlatego po ciebie zadzwoniłem. Możesz zostać, dopóki nie wrócę? – zapytał.

–Pewnie. Nie ruszę się stąd na krok – zapewniła go.

–Dzięki… – Złapał marynarkę, teczkę i wybiegł.

Lidka wstała powoli i poszła zobaczyć, co z Edytą.

Przyjaciółka spała zwinięta w kłębek. Zamknęła cicho drzwi, by jej nie budzić, i poszła do kuchni. Na szczęście lodówka była nieźle zaopatrzona.

–Zaraz, zaraz… – mruknęła do siebie. – Zadzwonił po mnie, bo musiał wyjść? To on siedział tu cały czas? Coś takiego… – Mimo że sytuacja nie była wesoła, Lidia uśmiechnęła się szeroko.

Nawrocki pojechał prosto na posterunek. Nie umknęło jego uwagi, że zmarła dziewczyna była drobną blondynką, nastolatką. Michał nie wierzył w takie zbiegi okoliczności.

–Komisarz Chmiel już jest? – zapytał jego współpracownika.

–Nie, wyszedł.

–Mogę zerknąć w akta tego wypadku z dzisiejszej nocy…

–Nie zajmujemy się tym – poinformował go policjant.

–Myślałem, że… dobra, dzięki.

Poszedł do sekretariatu. Rzeczywiście, tamten mówił przecież, że znalazł się przypadkowo w pobliżu miejsca wypadku. Sądząc po serii pytań, jakie zadawał Edycie, Nawrocki myślał, że Krzysztof zamierzał przejąć sprawę. Czyż-

127

by uznał, że się na tym nie wybije, i odpuścił? – zastanawiał się. To do niego podobne…

–Mogę zerknąć na akta z tego nocnego wypadku? Zginęła kobieta w ciąży – zwrócił się do sekretarki. Nikogo więcej w pokoju nie było.

–Sprawca Edyta Mielnik? Ofiara NN? – upewniła się.

Podała mu teczkę i wróciła do swojej pracy. Michał szybko przejrzał protokół z przesłuchań świadków i Edyty. Nic nowego nie znalazł. Świadkowie byli jednomyślni. Ofiary nikt nie widział na drodze. Pojawiła się nagle. Nie zauważyli nikogo innego, nic nie wzbudziło ich podejrzeń.

Kobieta jechała raczej wolno. Zamierzali ją wyprzedzić, bo tak się wlokła. Michał miał nadzieję, że sprawa zostanie zamknięta i nie będą ciągali Edyty za nieumyślne spowodowanie śmierci. Nie było jej to potrzebne. Sądząc po jej stanie, sama będzie się zadręczać znacznie dłużej, niż robiłby to wymiar sprawiedliwości. Szybko przerzucił zdjęcia. Wybrał ujęcie twarzy w zbliżeniu i podszedł do kserokopiarki. Sekretarka nie zwróciła uwagi, a może nie obchodziło jej, po co mu to ksero. Przy zmarłej nie znaleziono niczego. Trzeba będzie poczekać na sekcję zwłok. Może wyniki dadzą im jakąś wskazówkę. Skąd się wzięła w lesie, w środku nocy naga dziewczyna, i to w zaawansowanej ciąży. Michał nie znał się na tym, ale sądząc po kształtach Lidki, która właśnie wkraczała w szósty miesiąc, dziewczyna z lasu powinna lada moment rodzić.

–Dzięki. – Oddał teczkę sekretarce.

Wpadł na chwilę do siebie i sprawdził, czy nie ma wiadomości. W skrzynce było pusto. I bardzo dobrze, ucieszył się. Musi jak najszybciej porównać zdjęcie dziewczyny z fotografiami zaginionych nastolatek. Miał nadzieję, że na coś trafi.

Przestraszona Lidka otworzyła oczy. Stał nad nią Nawrocki i potrząsał ją za ramię.

–Wołałem, ale spałaś jak kamień – powiedział przepraszająco. – Wystraszyłem cię?

–Nie, nie mogę uwierzyć, że zasnęłam. Edyta wciąż śpi? – Podniosła głowę i rozejrzała się wokół.

–Tak, zaczynam się martwić. To chyba nie jest normalne. – Miał zatroskaną minę.

–Nie wiem. Może powinniśmy zadzwonić po lekarza? – zasugerowała Lidka.


    Ваша оценка произведения:

Популярные книги за неделю