444 000 произведений, 109 000 авторов.

Электронная библиотека книг » Olga Rudnicka » Lilith » Текст книги (страница 11)
Lilith
  • Текст добавлен: 4 августа 2017, 22:00

Текст книги "Lilith"


Автор книги: Olga Rudnicka



сообщить о нарушении

Текущая страница: 11 (всего у книги 27 страниц) [доступный отрывок для чтения: 12 страниц]

106

–Nie, nie zamierzam – odparł spokojnie. – Ale nie mogę stąd odejść, bo mój samochód stoi na parkingu. Żadne z nas nie odjedzie przed nimi.

Westchnęła z irytacją. Miał rację. Jeśli nie chcieli zostać odkryci, musieli tu zostać do końca. Mogła mieć tylko nadzieję, że to nie potrwa zbyt długo.

–Mógłbyś się trochę odsunąć? – poprosiła cicho.

Trudno zachować spokój umysłu, gdy zaczynało jej brakować tchu, serce waliło jak oszalałe, a skóra piekła żywym ogniem wszędzie tam, gdzie ich ciała się stykały. Michał odsunął się bez słowa. Edyta usiadła na ziemi, oparta plecami o samochód. Podciągnęła kolana aż do podbródka i skuliła się, obejmując je rękami. Patrzyła przed siebie niewidzącym spojrzeniem. Ocknęła się z zadumy, gdy poczuła na ramionach marynarkę komisarza.

–Dzięki – mruknęła.

Zrobiła błąd i zerknęła na niego. Nawrocki spoglądał na nią dziwnym wzrokiem. Jego szare oczy pociemniały, patrzył wprost na jej usta. Edyta z wysiłkiem odwróciła głowę i przymknęła powieki. Westchnął z żalem, jak jej się wydawało, i – co zauważyła, gdy zerknęła na niego spod rzęs – usiadł tak jak ona. Oparł głowę o samochód i zapatrzył się w gwiazdy. Ciszę wokół zakłócały jedynie jęki dobiegające z lasu i szum wiatru.

Edyta zorientowała się pierwsza, że zapanowała cisza. Wychyliła się zza samochodu. Daria poprawiała ubranie, jej partner zapinał spodnie. Kompletnie ją zaskoczył ich czuły uścisk na zakończenie spotkania. Była zszokowana, widząc, z jaką delikatnością mężczyzna pocałował Darię. Gdyby nie oglądała na własne oczy brutalnego seksu tych dwojga, nie uwierzyłaby, że to ci sami ludzie, którzy mogli być tak gwałtowni kilkanaście minut wcześniej.

–Widziałeś to? – Z niedowierzaniem odwróciła się do Michała.

–Widziałem dziwniejsze rzeczy – odparł rozbawiony jej miną.

–Ja nie… – urwała.

–Kocham cię! – Usłyszeli głos mężczyzny i szyderczy chichot Darii zagłuszony warkotem zapalonego silnika.

Oboje skulili się, gdy ich mijała. Krzysztof patrzył chwilę za nią, po czym wsiadł do auta, odczekał kilka minut i również odjechał.

Michał chwycił Edytę za łokieć i postawił na nogi. Zaczął ją prowadzić do samochodu. Nie opierała się, była zmęczona i otępiała. W pewnym momencie zrobiło się jej żal tamtego mężczyzny, gdy Daria na jego wyznanie zareagowała śmiechem. Ale wspomnienie brutalnego zachowania Krzysztofa wywołało w niej obrzydzenie, więc już sama nie wiedziała, co ma myśleć o tej dziwnej parze.

107

–Obiecaj, że pojedziesz prosto do domu – zażądał Michał, gdy wsiadła do samochodu.

Stał, przytrzymując otwarte drzwi, i wpatrywał się w nią wyczekująco.

–Dobrze. – Edyta kiwnęła głową. Nie miała siły na żadne eskapady. – Twoja marynarka! – zawołała, gdy cofnął się i zatrzasnął drzwi.

Pochylił się i biorąc marynarkę, tym razem nie oparł się pokusie. Wolną ręką chwycił delikatnie podbródek Edyty i uniósł lekko do góry. Otworzyła oczy ze zdziwienia, ale zanim zdążyła się zorientować, co Michał zamierza, pocałował ją. Właściwie było to lekkie muśnięcie warg, jednak nim zdołała się opanować, poczuła, że oddaje pocałunek. Michał cofnął się powoli, wciąż patrząc jej w oczy. Odsunął zabłąkany kosmyk miedzianych włosów z jej czoła i pogłaskał ją po policzku.

–Jedź prosto do domu – powtórzył lekko schrypniętym głosem.

108

Rozdział VIII

1.

Lidka zdjęła nogę z gazu. Nadmierna prędkość w jej stanie była jednym wielkim zagrożeniem, ale musiała rozładować złość. Kiepsko ostatnio spała, w dodatku ta kłótnia z Piotrem. Na samo wspomnienie zaciskała gniewnie szczęki. Co on sobie wyobraża? – zżymała się w duchu, przywołując poranną rozmowę,

–Nie chcę, żebyś spotykała się z tą Mielnik – oświadczył stanowczym tonem, gdy tylko zeszła do kuchni.

–Słucham? – Nie wierzyła własnym uszom.

–Nabija ci głowę bzdetami, w dodatku to wariatka. Wpadła jak furia do restauracji Darii i wywaliła śmieci na podłogę. To chore! To nie jest znajomość dla ciebie.

–Po pierwsze, to nie ona ma na ścianie wymalowaną nagą kobietę z wężem i nie jest dziwką, rzucającą się na cudzych mężów! A po drugie… – Niemal zapomniała, co chciała powiedzieć; nie mogła nabrać powietrza do płuc, dławiła się z wściekłości. – Po drugie, przyniosła do restauracji resztki plakatów, które Daria zdarła w jej księgarni i zostawiła na jej podłodze! Więc nie mów mi, co jest chore! – wrzasnęła, zrywając się z miejsca, i wybiegła z domu.

Po drodze chwyciła kluczyki do samochodu.

–I oto jestem – zakończyła swą opowieść, siedząc u Edyty w mieszkaniu.

Przyjaciółka tylko ciężko westchnęła.

–Nie wiem, co powiedzieć – wyznała.

–A co masz mówić? – Lidka wzruszyła ramionami. – Mój mąż to idiota, a ta harpia… – Pokręciła tylko z pogardą głową, nabierając z sykiem powietrza.

–Nie denerwuj się! – Edyta nalała jej wody. – Nie powinnaś.

109

–Powiedz to mojemu, pożal się, Boże, mężowi. – Lidka skrzywiła się niechętnie na wspomnienie zachowania Piotra. – Ładnie tu u ciebie. – Nagle zmieniła temat. – Nie zauważyłam, jak weszłam, ale fajnie to wygląda. – Wskazała na wnętrze. – Takie przestronne…

–Yhm – przytaknęła machinalnie Edyta, nie patrząc na nią.

–Coś się stało? No, mów! – ponagliła ją Lidka.

–Kilka dni temu coś się stało – zaczęła z wahaniem przyjaciółka. – Nie wiem, co mi strzeliło do głowy, ale śledziłam Darię – wyznała zmieszana.

–No co ty? – Lidka zamrugała gwałtownie ze zdumienia. – Śledziłaś ją? Dlaczego?

–Tak jakoś wyszło… – Wzruszyła ramionami.

–Ale sensacja… – Tamta przygryzła delikatnie wargę, z niedowierzaniem kręcąc głową.

–Nawet nie wiesz jaka. Wawrzecka ma romans z Chmielem! – powiedziała z niesmakiem Edyta.

–Nie żartuj?! Przecież on ma żonę! Nie dziwię się, że jesteś taka wzburzona. Wydrapałabym jej oczy, gdyby tak mój Piotr…

–Nie o to chodzi. – Przyjaciółka machnęła ręką. – Na miejscu spotkałam Nawrockiego i…

–Ma z romans z oboma? – Lidka aż się zachłysnęła.

–Nie! – zirytowała się Edyta. – On śledził Chmiela. Wpadliśmy tam na siebie. Ale słuchaj… To, co oni robili… – Opisała szczegółowo szokującą scenę, której była świadkiem.

–Gadasz głupoty… – Lidka skrzywiła się z niesmakiem. – Nie wierzę ci.

–Jak sobie chcesz. Zapytaj Nawrockiego, potwierdzi – odparła tamta sucho.

–Jasne, będę obcego faceta pytać… Nie powiedziałam, że kłamiesz. – Lidka zorientowała się, że ją uraziła. – Po prostu to niewiarygodne! Trudno sobie wyobrazić… Co było dalej?

–Nie mam pojęcia. Wróciłam do domu.

–A właściwie czemu za nią pojechałaś? – dopytywała się Lidka, gdy ochłonęła po tych rewelacjach.

–Sama nie wiem, czy powinnam ci mówić. – Edyta się zawahała. – Nie możesz się denerwować…

–Wiem, że ta dziewczyna nie żyje – powiedziała Lidka cicho. – Chyba nic gorszego się nie wydarzyło? Nie musisz się bać, że mnie zdenerwujesz,

110

poza tym, skoro mój mąż się nie boi mnie stresować, to ty tym bardziej nie powinnaś – zakończyła kąśliwie.

–Gorszego to nie, ale wiesz… Nie mogę się połapać w tym wszystkim. Nawrocki nie wierzy, że to córka Bartkowiaka.

–Dlaczego? – Lidka zmarszczyła brwi. – Przecież ojciec ją rozpoznał.

–Ciała nie można było zidentyfikować. Rozpoznał ją po rzeczach i pamiątce rodzinnej.

–A badania DNA? – zapytała. – Nie znam się, ale teraz wszędzie trąbią o DNA, więc…

–Skoro ją zidentyfikował, to nie będzie badania. Co innego, gdyby miał wątpliwości – wyjaśniła Edyta. – Michał próbował go przekonać, żeby dla pewności… – urwała.

–Nie zgodził się? – domyśliła się przyjaciółka.

–Nie. Twierdzi, że jest pewien.

–Dziwne, myślałam, że w takich sytuacjach człowiek woli mieć wątpliwości i chwyta się cienia nadziei, że to ktoś inny – powiedziała z zastanowieniem Lidka.

–On się załamał. Kompletnie. – Edyta przygryzła delikatnie wargę. – Wydaje mi się, że najgorsza w takich przypadkach jest niewiedza. Czy moje dziecko żyje, czy nie jest głodne, nie cierpi głodu, zimna… Wyobrażasz to sobie? To wieczne czekanie na wiadomość. Ta nadzieja, gdy dzwoni telefon… I rozpacz, kiedy się okazuje, że ta dziewczyna tylko jest podobna, że to nie ona.

–Bartkowiak woli wierzyć, że jego córka nie żyje? To masz na myśli?

–Już sama nie wiem… – mruknęła smętnie Lidka. – Ale co to ma wspólnego z Darią? – wróciła do tematu.

–No właśnie. – Edyta zdała sobie sprawę, że nadal jej tego nie wyjaśniła. – Podczas naszej kłótni powiedziała coś, czego moim zdaniem nie powinna była wiedzieć… Nie potrafię teraz dokładnie powtórzyć, ale wiedziała, że ta znaleziona dziewczyna miała kompletnie zmasakrowaną twarz i ojciec rozpoznał ją po medaliku…

–No i? – Lidka nie zrozumiała, do czego tamta zmierza.

–Tych szczegółów nie ujawniono. Pytanie, skąd to wiedziała? Dlatego za nią pojechałam.

Siedziały w milczeniu pogrążone we własnych myślach. Teraz już obie wiedziały, skąd Daria czerpała informacje.

–A dlaczego Nawrocki uważa, że znalezione ciało to nie córka pana Jana? – przerwała ciszę Lidka.

111

–Za dużo w tej sprawie zbiegów okoliczności. Ma przeczucie, że ktoś próbuje odciągnąć uwagę od Lipniowa. Trudno powiedzieć, czy to prawda…

–Myślisz, że coś w tym jest? – Lidka wstrzymała oddech, czekając na odpowiedź.

–Mam mieszane odczucia – przyznała Edyta. – Kiedy go słucham, jego argumenty trafiają do przekonania. Anonimowy telefon o miejscu ukrycia zwłok, ale brak śladów, że ktoś tam chodził…

–Więc jak ktoś mógł znaleźć ciało, skoro nikogo tam nie było? – zdziwiła się Lidka.

–No właśnie, jak? – Edyta czekała, aż przyjaciółka sama wpadnie na rozwiązanie.

–Och… – jęknęła Lidka. – Myślisz, że to morderca zadzwonił? Ale po co? Czy dla niego nie byłoby lepiej, żeby wszyscy myśleli, że dziewczyna stąd wyjechała?

–Nawrocki uważa, że morderca jest mieszkańcem Lipniowa i ktoś mógł go widzieć z Bartkowiakówną. Skierował więc trop gdzie indziej. W tej chwili sprawa jest prowadzona w Brzezinach i nie ma żadnego związku z naszym miastem.

–Jak to, nie ma? A właściciel pizzerii? Przecież ją widział… – Lidka urwała; po minie Edyty domyśliła się, co zaraz usłyszy.

–Adamiak nie mógł jej widzieć, skóro w tym czasie już nie żyła. Twierdzi, że się pomylił, a chłopak dowożący pizzę odszedł z pracy.

–Wiesz co? – powiedziała oszołomiona Lidka po chwili milczenia. – Nawrocki ma rację. Coś tu nie gra, ale z drugiej strony… – Z roztargnieniem zaczęła obgryzać paznokieć.

–Mówiłam ci, że mam mieszane uczucia. – Edyta, ciężko wzdychając, wróciła myślami do tamtego wieczoru i pocałunku, o którym nie powiedziała koleżance.

–Ale jeśli ma rację – powiedziała powoli Lidka – i to nie jest Elka… To czyje zwłoki znaleziono? I gdzie jest córka pana Jana?

Dokładnie to samo pytanie zadawał sobie komisarz Nawrocki. Zakładając, że ma rację i to nie Elka, to kim była ta dziewczyna? Od samego rana przeglądał bazy danych, sprawdzając zgłoszenia zaginięcia młodych dziewcząt o rysopisie zbliżonym do córki Bartkowiaka. Była to syzyfowa praca i miał tego świadomość, ale w jego naturze nie leżało składanie broni. Czasami myślał

112

sobie, że tkwi w nim dusza samuraja, który popełnił rytualne samobójstwo, gdy nie wykonał powierzonego mu przez cesarza zadania. Honor albo śmierć.

–Nie pomyślałam o tym. – Edyta ze zdumienia odchyliła się w fotelu.

–No bo tak się zastanawiam… – Lidka zbierała myśli, żeby jak najbardziej precyzyjnie wyłożyć teorię, która jej zaświtała. – Załóżmy, że twój komisarz ma rację w dwóch kwestiach: po pierwsze, to nie Elka, po drugie, morderca jest mieszkańcem Lipniowa i celowo wskazał miejsce ukrycia zwłok swojej ofiary, by odciągnąć uwagę od miasteczka, bo miał styczność z Elką i obawia się, że ktoś w końcu by na to wpadł… No bo gdyby nie miał z nią do czynienia, to skąd wziąłby jej rzeczy? Przecież to były na pewno jej rzeczy, prawda? Co do tego ojciec chyba się nie pomylił… Na razie rozumiesz? – Popatrzyła pytająco na słuchającą w milczeniu Edytę.

–Więc teraz tak… – kontynuowała, gdy tamta cicho przytaknęła. – Jeżeli on się obawia, że w związku z Elką ktoś mógłby wpaść na jego trop, to czy nie rozsądniejsze byłoby założenie, że dziewczyna nie żyje?

–Chwila! – przerwała jej przyjaciółka. – Powiedziałaś, że myślisz, że ona żyje!

–Nie, mówiłam, że mogę się zgodzić z Nawrockim, że znalezione ciało to nie Elka, ale nie twierdziłam, że ona żyje. Myślisz, że morderca ją przetrzymuje? Dlaczego? Gdzie?

–Mało prawdopodobne… – przyznała Edyta. – Ale nie mamy stuprocentowej pewności, że Elka wpadła w jego ręce… – dodała z nadzieją w głosie.

–Jak to nie? – zdziwiła się Lidka. – Skąd więc miałby jej rzeczy i medalik?

–No tak…

–Właśnie. Poza tym zakładając, że Elka nie żyje – zaczęła mówić dalej – a on wskazuje inne zwłoki, to myślę, że ciało Elki może być gdzieś w pobliżu Lipniowa…

–Chwila! – Edyta przerwała jej znowu. – Jeżeli Elka nie żyje, to po co zadawał sobie taki trud i zostawiał jej rzeczy przy innych zwłokach? – Nie opuszczała jej natrętna myśl, że może dziewczynę uda się jeszcze uratować.

–Bo ciało było nie do rozpoznania, a on musiał mieć pewność, że zostanie zidentyfikowane jako Elka. I ostatnie – Lidka wyliczała na palcach – i moim zdaniem najważniejsze: inny czas zgonu niż Elki.

–No jasne. – Edytę olśniło. Nie rozumiała, dlaczego sama na to wcześniej nie wpadła. – Nawet jeśli się znajdzie świadek, który go widział z Bart-

113

kowiakówną, nikt w to nie uwierzy, bo będzie czarno na białym, że w tym czasie już nie żyła.

–Właśnie tak. Wszyscy, łącznie z samym świadkiem, uznają, że to pomyłka. Wszystko to według mnie oznacza, że ona naprawdę tu była i że jest ktoś, kto coś widział, ale może nie zdaje sobie sprawy z tego, co zobaczył?

–Mam nadzieję, że się mylisz – powiedziała Edyta. – Nawrocki naprawdę wierzy, że tę dziewczynę uda się jeszcze uratować. To zakrawa na obsesję. Nie wiem, co będzie, kiedy znajdzie ją martwą…

–Ja widzę inny problem. – Lidka nie widziała powodu, dla którego właśnie teraz miałaby się zamartwiać stanem psychicznym komisarza. – Mamy już dwie ofiary, a policja w Brzezinach o tym nie wie i szuka przypadkowego zabójcy. Zastanawiam się, ile dziewczyn było wcześniej?

–Albo ile ich jeszcze będzie – dodała ponuro Edyta.

2.

Nawrocki nie miał wyjścia. Udostępnione po koleżeńsku dane z okolicznych posterunków nic mu nie dały, a bez ujawnienia się nie miał dostępu do kompletu informacji. Zirytowany bębnił palcami po blacie. Na biurku leżał stos akt, które musiały poczekać na lepsze czasy. Po chwili namysłu wybrał numer i czekał na połączenie.

–Potrzebna mi prywatna przysługa – powiedział, gdy usłyszał męski ostry głos, nie zadając sobie trudu, by się przedstawić.

–Na kiedy?

–Natychmiast.

–Prześlij. – Połączenie zostało zerwane.

Korzystając z prywatnego laptopa, sporządził szybko zestawienie potrzebnych danych i przesłał przyjacielowi z wydziału. Miał nadzieję, że nikt nie będzie zadawał pytań. Zajmował się zupełnie nie tym, czym powinien, przynajmniej z punktu widzenia szefa. Tego, że ma przeczucie, w racjonalnej dyskusji z przełożonym nie należało ujawniać.

Po wyjściu przyjaciółki Edyta przeanalizowała na spokojnie przemyślenia Lidki. Mimo pozornego bezładu, wszystko wydawało się bardzo przekonujące i logiczne. Mogła mieć rację; niewykluczone, że w okolicy działa wielokrotny morderca, którego nikt nie szuka. Michał próbował działać na własną rękę,

114

ale jeśli dobrze go zrozumiała, bez badań DNA nic nie da się zrobić. Nie wolno mu się angażować w sprawy spoza ich terenu, a jakiekolwiek informacje może uzyskać wyłącznie prywatnie, dzięki uprzejmości kolegów policjantów.

Niepewna, czy postępuje właściwie, ale zdecydowana działać, wybrała numer podany jej przez Bartkowiaka. Z nim samym nie mogła się skontaktować, ale w mieszkaniu jego siostry prędzej czy później z pewnością ktoś odbierze telefon.

–Tak, słucham? – Usłyszała melodyjny kobiecy głos.

–Dzień dobry, nazywam się Edyta Mielnik – przedstawiła się lekko zdenerwowana. Nie spodziewała się, że ktoś od razu podniesie słuchawkę. – Czy pani Małgorzata Milner?

–Tak, o co chodzi?

–Jestem znajomą pani brata, Jana Bartkowiaka. Nie mogę się z nim skontaktować od jakiegoś czasu, a mam pilną… – Urwała, zaskoczona szlochem kobiety.

–Pani nic nie wie… – Jej rozmówczyni z trudem się opanowała. – Janek nie żyje.

–Nie wiedziałam… – Edyta była wstrząśnięta. – Kiedy to się stało?

–Tydzień temu był pogrzeb. Nie znam pani nazwiska. Czy pani i Janek… – Tamta zawiesiła znacząco głos.

–Nie, nie. Nic z tych rzeczy – zaprzeczyła pospiesznie Edyta. – Jak umarł? Serce?

–Nie, wypadek samochodowy. Uderzył w drzewo.

–Wypadek? – powtórzyła wstrząśnięta. – Drzewo?

Stanęła jej przed oczami sytuacja sprzed dwóch lat, gdy zszokowana patrzyła, jak straż pożarna rozcina drzwi pogruchotanego auta, by wydobyć ciało. Zemdlała wówczas, ale podczas identyfikacji zwłok matki już nawet nie drgnęła jej powieka. Potwierdziła sucho tożsamość i wyszła. To wspomnienie nawiedzało ją często.

–Czy mogę do pani przyjechać? – zapytała, odsuwając od siebie prześladujące ją sceny. – To ważne. Bardzo panią proszę – nalegała, gdy kobieta nie odpowiedziała od razu. – Koniecznie muszę się z panią zobaczyć. Wiem, że jest pani trudno…

–Dobrze – zgodziła się z westchnieniem Małgorzata Milner. – Kiedy może pani…

–Wyjadę natychmiast. Będę u pani wieczorem. – Odłożyła słuchawkę, zanim tamta zdążyła się rozmyślić.

115

Michał po raz kolejny sprawdził pocztę elektroniczną. Nie było odpowiedzi. Przyjaciel już dawno powinien sobie poradzić z wyszukaniem potrzebnych informacji. Nawrocki wrzucił do mikrofalówki resztę pizzy. Miał ochotę pojechać do Edyty, ale nie bardzo wiedział, jak się zachować. Wszystko, co dobre w jego życiu, działo się nie w porę. Nie mógł jej powiedzieć prawdy, a właściwie nie miał pewności, czy może jej zaufać. Był przyzwyczajony do tego, że działał sam, w ukryciu. Nawet najbliższa rodzina nie wiedziała, czym się zajmuje, a Edyta była osobą obcą, mieszkanką Lipniowa, i nie mógł jej wykluczyć z grona podejrzanych tylko dlatego, że… Z zamyślenia wyrwał go telefon. Przelotnie zerknął na ekran komputera. W jego skrzynce odbiorczej widniała wiadomość od przyjaciela. Otworzył ją podekscytowany, ale widniało tam tylko krótkie zdanie: „Sorry, stary”. I nic więcej. Telefon nie przestawał dzwonić. Zirytowany Michał zerknął na wyświetlacz. Numer zastrzeżony. Po chwili wahania odebrał.

–Nawrocki, co ty wyprawiasz?! – Rozmówca nie zamierzał się przedstawiać. – Lada moment prokurator dobierze mi się do dupy, a ty bawisz się w szukanie zaginionych małolat?! Odjebało ci?!!! Wydziały pomyliłeś?!

–Sorry, szefie – burknął, odsuwając aparat od ucha. Huczący głos mógł przyprawić o głuchotę.

–„Sorry, szefie”? To wszystko?! Nie posunąłeś się ani o krok w naszej sprawie. Wiesz, co mogę zrobić z twoimi raportami?! Wiesz?!

–Domyślam się…

–Domyślasz się, a to dobre! On się domyśla! Ty powinieneś wiedzieć!!!

Michał postanowił przeczekać. Jak stary się wykrzyczy, to może uda się cokolwiek wytłumaczyć.

–Jest sprawa czy nie ma? – Głos zabrzmiał już nieco spokojniej.

–Jest – powiedział stanowczo Nawrocki. – Są lepiej zorganizowani, niż myślałem, ale zdecydowanie nie można teraz przerwać dochodzenia. Trzeba je prowadzić do końca…

–Nie masz dowodów. Nie masz świadków. Nie masz nic. Jedyne, co masz, to stracony czas. W dodatku bawisz się w domorosłego detektywa. Zamierzam cię oddelegować…

–Potrzebuję trochę czasu – przerwał mu Michał. – Mam kilka wątków. Muszę je tylko powiązać.

–Czy sprawa zaginionej dziewczyny ma z tym coś wspólnego?

–Możliwe – odparł wymijająco.

116

–Tak czy nie?

–Tak podejrzewam, ale nie mam dowodów – przyznał niechętnie Nawrocki.

–Tak podejrzewam, tak sądzę, tak myślę… – ironizował szef. – Daję ci czas do końca czerwca. – Autorytatywny ton nie pozostawiał wątpliwości, że to termin ostateczny. Nawrocki nie zamierzał się poddawać. Był dobry w swojej robocie właśnie z powodu nieustępliwości.

–Do końca czerwca? – zaprotestował. – To niecałe dwa tygodnie!

–Potrafię liczyć – poinformował go oschły głos.

–Do końca lipca – próbował się targować Michał. – Jeżeli do tej pory nic nie znajdę, wracam.

–Nawrocki…

–Proszę, szefie… – wszedł mu w słowo. – Koniec lipca!

–Nic z tego, miałeś wystarczająco dużo czasu. Piętnastego lipca widzę raport z dowodami albo ciebie. To wszystko, komisarzu Nawrocki.

–Jak mam zdążyć, to potrzebuję tych danych. Wiem, że pozornie nie ma związku, ale… – Próbował ukryć radość, że udało mu się wybłagać u szefa jeszcze te dwa tygodnie.

–Dobrze. Powiem Słowikowskiemu, żeby ci przesłał, co potrzebujesz. – Jego rozmówca złagodniał.

–Dzięki, szefie. – Michał odetchnął z ulgą.

–Nie dziękuj, tylko bierz się do roboty. I jeszcze jedno…

–Tak, szefie?

–Słowikowski cię nie wsypał. Może nie jestem najmłodszy, ale wiem, co się dzieje na moim podwórku. Nie jestem tu bez przyczyny.

–Wiem, szefie. Nie zamierzałem sugerować… – Nie udało mu się dokończyć zdania. Telefon milczał.

Komisarz Nawrocki z roztargnieniem przeczesał ręką włosy.


    Ваша оценка произведения:

Популярные книги за неделю